#21
   

Nowy wkład z mielonej gąbki okazał się być bardzo skutecznym. Należy jednak uwzględnić, że od czasu zapakowania go do gniazda, do czasu udostępnienia gniazda mrówkom minęło kilka miesięcy i w międzyczasie zdążyłem go wysuszyć i zalać kilkukrotnie. Udało mi się również dorobić wieczko, co by nie przykrywać gniazda książką.

   

Po podłączeniu gniazda mrówki zaczęły eksplorację. Drążyły nowe korytarze i komory z umiłowaniem. Gąbka związała tak solidnie, że wytrzymała wszystkie architektoniczne fantazje żniwiarek.

       

Wytrzymała również ciężar kolekcji nasion.

   

Wypełnienie bardzo dobrze chłonie wodę i nie rozpływa się przy nawadnianiu, aczkolwiek wysycha szybciej niż piasek. Wydaje mi się, że jest to dobra alternatywa dla piasku, zwłaszcza biorąc pod uwagę gamę dostępnych kolorów oraz to, że mrówki nie mogą wtórnie użyć surowca do pozaklejania szyb. Nada się do wypełniania szklanych kanapek, jak i do zapełniania korytarz w gniazdach litych (np. akrylowych)

   
 
Ciągle jednak miałem problem z przesiąkaniem podstawek do poidełek. Ciężko stwierdzić, czy wynika to z jakości druku, czy z druku samego w sobie, ale arena ciągle była mokra, a woda kończyła się w mgnieniu oka.
Rozwiązałem to metodą konwencjonalną. Wcisnąłem w probówkę watę i zamocowałem ją na podstawce nie dociskając do końca. Musiałem jeszcze poszerzyć otwory, bo majorkom nie mieściły się głowy.  Teraz żeby się napić mrówki muszą wejść do środka.
Czasami tworzą się kolejki i ciężko je z niego wytrzepać, ale arena jest sucha.

   
 
Podsumowując hodowlę mchów w poidełkach stwierdzam, że jest to trochę uciążliwe, ale atrakcyjne wizualnie i prowadzone prawidłowo jest bezpieczne dla mrówek.
Najlepiej spisuje się mech jawajski. Najlepiej rozwija się w dużej (50mm) szalce Petriego przygotowanej w taki sposób, jak opisałem we wcześniejszym poście.
Od początku hodowli mrówki były oświetlane lampkami akwarystycznymi, bo takie akurat miałem, ale jedna kolonia z mchem w probówce była bez dodatkowego światła. Mech przyrastał bardzo powoli, często brązowiały mu fragmenty „pędów”, przez co jego pielęgnacja była bardziej kłopotliwa.
Zaniedbywanie pielęgnacji (cotygodniowego płukania i czyszczenia naczynia) spowoduje, że mech zarośnie glonami. Ciężko zauważyć drobne, nitkowate glony na mchu, dlatego trzeba jeden, dwa razy w tygodniu dokładnie poidełka obejrzeć. Pierwszym objawem będzie zmiana odcienia.
W początkowej fazie glony nie powinny szkodzić mrówkom, ale dalsze zaniedbania mogą powodować zamieranie mchu i wydzielanie toksyn.
Obecnie ze względu na inne projekty i zajęcia zrezygnowałem z hodowli mchów w poidełkach, ale może kiedyś do tego wrócę.

Podsumować mogę również skuteczność zatyczek wentylacyjnych. Spisują się wyśmienicie. Pomimo licznych prób sforsowania, zarówno szczękami jak i taranem, te wrota pozostają zamknięte.


   
Odpowiedz
Podziękowanie od:
#22
Teraz dopiero odkryłem ten temat i od razu przeczytałem cały. Świetnie się czyta i wiele można się dowiedzieć.
Odpowiedz
Podziękowanie od:
#23
Formikarium z gniazdem drewnianym

Od jakiegoś czasu chodził mi po głowie plan zrobienia drewnianego gniazda. Miało być przeznaczone dla kolonii nadrzewnicy, którą odchowałem od samotnej królowej złapanej podczas rójki w 2019 roku. Po zimowaniu królowa zaczęła obficie czerwić i zapowiadało się, że obecne gniazdo szybko stanie się zbyt małe.
 
Koncepcja

Miałem dużo pomysłów, ale większość nie rozwiązywała kwestii nawadniania. Nie zadowalało mnie podłączanie probówki z wodą, ze względu na swoją wątpliwą praktyczność i estetykę. Również pominięcie tego zagadnienia, jak robią to niektórzy, uznaję za niedopuszczalne. Nienawadnianie drewnianych gniazd, bo „mrówki same je sobie nawodnią” może skończyć się fatalnie. Zwłaszcza dla małej kolonii.
Efekt miał być bezpieczny dla mrówek oraz wygodny i estetyczny dla mnie. Dlatego postanowiłem poświęcić trochę więcej czasu na projekt i rozwiązania techniczne. Po dokładnym przemyśleniu uznałem, że najlepiej będzie umieścić gniazdo w niewielkim formikarium. Gdy plan był już gotowy, zacząłem kompletować materiały.
 
Praktyczny system nawadniania

Zacząłem od wyboru pojemnika. I tu znowu skusiłem się na produkt firmy ROTHO o wymiarach 90x200x190mm. Przewierciłem dwa otwory do nawadniania i nakleiłem na nie plastikową siatkę. Żeby klej nie chwycił obciążników podłożyłem papierowy ręcznik. Po wyschnięciu kleju pozbyłem się papieru pocierając mokrym palcem. Brzegi siatki dociąłem skalpelem.
Do zrobienia korytek na wodę użyłem starej pokrywki od pudełka. Profil w kształcie litery L oraz dwa kwadraciki zamykające boki skleiłem silikonem akwarystycznym. Tym samym klejem przykleiłem je do pudełka. Zewnętrzne korytko odpadło w późniejszym etapie prac i dokleiłem je prawie na samym końcu prac.

           
 
Maskowanie

Po sprawdzeniu szczelności wewnętrznego korytka zająłem się wylewką. Jej jedynym celem było zamaskowanie nieestetycznego plastiku na wodę. Gips miał biec od samego dołu przedniej ściany ku tyłowi na wysokość górnej krawędzi korytka.
Zrobiłem w wiaderku próbę mieszanki gipsu z wodą, musiała być na tyle płynna, żeby się sama wypoziomowała i wyschła bez pęknięć. Żeby nie zabrudzić korytka napchałem do niego waty. Gips wlałem bez ceregieli, prosto z małego wiaderka. Wszystko, co wychlapało się na ścianki wytarłem delikatnie palcem, żeby nie porysować plastiku.
Gips był na tyle płynny, że na ściankach stworzył się efekt wklęsłego menisku. Po stężeniu, jeszcze wilgotny gips zeskrobałem wykałaczką do szaszłyków. Poprawiłem też przy korytku, tam menisk był wypukły.

       

Klimatyczna wyściółka

Pomimo że nie miałem jeszcze szczegółowego planu wystroju, to w ogólnym zarysie klimat miał przypominać starą stodołę. Wpadłem na pomysł, że do podłoża przykleję na Vikol trociny.
Trochę się obawiałem o wilgoć, że mrówki będą zgryzać trociny i upychać je do korytka. Woda się przesączy przez całą wyściółkę i zrobi się bagienko. Pomimo tego postanowiłem spróbować. Zakleiłem ścianki taśmą malarską i wysmarowałem gips klejem. Posypałem dokładnie trocinami i odkleiłem taśmę.
Taśmę lepiej usunąć jak klej jest jeszcze mokry. Jak wyschnie, to przy zrywaniu taśmy można zerwać kawałek kleju z gipsu. Trzeba przy tym uważać, żeby nie pobrudzić ścianek klejem z taśmy.
To, że ściółka wyglądała fantastycznie w niczym nie pomogło. Klej minimalnie zaszedł do korytka, woda chwyciła jakąś trocinkę i rozsączyła się po całym dnie. Nasiąkł również częściowo gips.
Poskutkowało to tym, że przy próbie wyskrobania kleju przy korytku zerwałem całą wyściółkę. Zeszła gładko jak skóra z dobrze wypieczonego kurczaka (w wegańskiej wersji jak skóra z dojrzałego awokado). Po wyschnięciu klej zesztywniał jak podeszwa i wyglądało to jak trocinowy wafel.

       
 
Kompromisowa alternatywa

Postanowiłem zrezygnować z klejonej wyściółki. Nawet gdybym wysypał ją piaskiem, to mrówki mogłyby znosić śmieci do korytka, woda znów rozeszłaby się pod klejem. Gdzieś by odeszło i mrówki właziły by pod spód. W najgorszym scenariuszu mogłyby się tam nawet przeprowadzić.
Pomalowałem gips farbą akrylową, która popękała. Popękała też po naniesieniu drugiej warstwy. Zeskrobałem więc całą farbę. Nie było to łatwe, bo pudełko jest wysokie i dłoń z narzędziem ledwo się mieściła. Rozcieńczyłem farbę i pomalowałem ponownie. Też popękało… Mocno zrezygnowany zostawiłem tak i zdecydowałem, że pęknięcia zamaskuję elementami wystroju.
Musiałem się spieszyć, bo wysychanie klejów, gipsów, farb zajmowało dni. Pracować mogłem tylko w weekendy po kilka godzin. W takiej sytuacji jedno malowanie trwało tydzień! A kolonia rosła. Mrówki zajmowały dwie probówki połączone portalem, który również został zaadaptowany jako gniazdo. Wypełniłem go mielonym korkiem i do całości podłączyłem osobną arenę.
 
   

Gniazdo

Kolejnym etapem było zrobienie gniazda. Za materiał posłużyła deska balsowa o grubości 5mm. Uciąłem brzeszczotem dwa kawałki i skalpelem poobcinałem brzegi, żeby nadać im odpowiedni kształt. Również skalpelem wycinałem komory. Nacinałem wzdłuż linijki, a potem igłą preparacyjną wyłupywałem drewno. Do szlifowania użyłem końcówki do Dremela, ale prace wykonywałem ręcznie. Balsa jest zbyt miękka, żeby obrabiać ja narzędziami mechanicznymi. Brzegi desek oszlifowałem papierem ściernym.
Prostokąt z pleksi wyciąłem brzeszczotem. Im bardziej brzeszczot jest prostopadły do pleksi, tym gorzej się tnie. Najlepiej trzymać prawie równolegle, wtedy najmniej szarpie i linia wychodzi prosto. Szybce nadałem kształt Dremelem z końcówką do frezowania i wszystko ładnie wygładziłem bardzo drobnym papierem ściernym.

                                   

Problematyczny montaż

Wdawało mi się, że wszystko jest przemyślane i skrupulatnie zaplanowane, ale nie było. Już na samym początku popełniłem poważny błąd. Nie zmierzyłem jaką grubość będzie miało gniazdo z szybką. Okazało się, że po włożeniu do korytka pozostaje bardzo mało miejsca na pęcznienie drewna. Z wcześniejszych doświadczeń wiedziałem, że balsa łatwo pije wodę i mocno przy tym puchnie. Dlatego oszlifowałem dolną część szybki, żeby nie wchodziła do korytka.
Podczas przewiercania otworów na śruby popełniłem kolejny błąd. Przykleiłem taśmą malarską całość, żeby przewiercić pudełko, drewno i szybkę za jednym razem. Taśma jednak nie trzymała zbyt dobrze i trochę się porozjeżdżało. Najgorzej oberwało drewno, ale śruby zasłoniły wadę.

   
 
Szlaki komunikacyjne i zabezpieczenia

Po bokach zrobiłem dwa otwory na wężyki. Ponieważ te mrówki są małe i sprytne, otwory były minimalnie mniejsze, żeby nie było żadnych szczelin. Żeby nie szarpać się z wciskaniem wężyków i zabezpieczyć je przed ewentualnym wysunięciem zrobiłem też konektory. Na końcówkę wężyka 6mm nałożyłem pierścień z wężyka 8mm i zgrzałem zapalniczką. Potem przełożyłem wężyk od wewnątrz i nałożyłem drugi pierścień od zewnętrznej strony, dociskając go do końca.
Rant zrobiłem z oryginalnego wieczka, wycinając otwór Dremelem i wygładzając krawędzie papierem ściernym. Jako bariery użyłem talkoholu. Wyciąłem też uszczelkę, żeby nie szarpać się przy ewentualnym ściąganiu. To, po wprowadzeniu mrówek, okazało się być kolejnym błędem. Wieczko minimalnie odstawało i mrówki postanowiły wykorzystać tę sytuację i pozwiedzać mój pokój. Musiałem uszczelnić szparę pomiędzy pudełkiem a wieczkiem wciskając weń dwie gumki recepturki. Wyłapanie robotnic zajęło mi przeszło dwa tygodnie i nie wykluczam, że niektóre mogą jeszcze zwiedzać mieszkania sąsiadów.

       
 
Szybkie wykończenie i przeprowadzka

Po zalaniu korytka wodą balsa oczywiście napęczniała. Gniazdo wybrzuszyło się na środku, a w okolicach śrub na szybce pojawiły się pajęczynki. Na szczęście nic nie popękało i mam nadzieję, że tak zostanie.

       

Wystrój, jak już wspominałem miał nawiązywać do starej stodoły. Kłosy zboża, zardzewiały łańcuch, stare legary. Podczas ich przypalania pomyślałem, że fajnie będzie też lekko nadpalić gniazdo. Balsa pali się prawie jak styropian, trzeba mocno uważać i nie dmuchać na żar bo spopiela się momentalnie.

       

Mrówki przeprowadzały się niechętnie, więc trochę im pomogłem. Obecnie cała kolonia już się przeprowadziła i wygląda na szczęśliwą. Nawadniam co 3-4 dni ok 10ml wody. Wilgoć dochodzi mniej więcej do połowy wysokości deski. Drewno zaczyna wysychać od brzegów ku środkowi, dzięki czemu ładnie widać różnicę między częścią suchą i wilgotną. Poziomy komór gniazda nie są ze sobą połączone. Również poszczególne poziomy mają przerwy w łączeniach, przez co mrówki mają dostęp tylko do połowy gniazda. Do reszty muszą się przegryźć.


       
Odpowiedz
Podziękowanie od:
#24
Fajnie się prezentuje. Teraz to jak stodoła po pożarze. Czy malowanie gipsu farbą jest konieczne? Nie można go było zabarwić gliną? Dobrym rozwiązaniem na wylewki jest pokrycie gipsu wikolem i na to piasek. Później pozbywamy się tego co luźne i zostaje nienaruszalna warstwa.
Odpowiedz
Podziękowanie od:
#25
No właśnie nie chciałem dawać piasku. Ale ostatecznie chyba przekombinowałem z tą farbą. Fajny pomysł z malowaniem gliną, na pewno kiedyś wypróbuję.

Zanim opiszę kolejne gniazdo, tym razem hybrydowe, zrobię krótki wpis z kilku pobocznych tematów.

KONEKTORY

Czerwone konektory, które zamówiłem w drugiej kolejności okazały się słabsze. Żniwiarki obgryzły je na tyle, że musiałem je wymienić na białe.


   

Żniwiarki przeprowadziłem z kanapek wypełnionych gąbką do poziomego gniazda akrylowego 300x300x9 mm. Za konektor użyłem aluminiową rurkę kupioną w Casto. Kolejne gniazdo, które dołożyłem miało wymiary 300x300x6 mm. Niestety nie dostałem pasującej rurki, więc użyłem jakiejś końcówki do kabli.

   

Po zeszlifowaniu pilnikiem jeden koniec szło wcisnąć w gniazdo, a na drugi nałożyć wężyk 10mm. Dzięki temu połączyłem otwory 8 i 10mm jednym wężykiem.

       

PRISON BREAK

Nadrzewnice przegryzły plastikową siatkę zabezpieczającą otwory do nawadniania. Od jakiegoś czasu obserwowałem, że się z nią szarpią i spodziewałem się tego.

   

W końcu są stworzone do drążenia w drewnie, miękki plastik to dla nich pikuś. Na początku zapchałem korytko watą, ale przed zimowaniem musiałem naprawić zniszczenia. Odciąłem starą siatkę skalpelem, odeszła ładnie razem z klejem. Do naprawy użyłem metalowej siatki odzyskanej ze starego parzydełka do herbaty. Zastanawiałem się, czy nie użyć siatki modelarskiej, sprzedawanej w sklepach mrówczarskich, ale jej przepuszczalność jest znacznie gorsza. Fizyka…

       

ARENA

Na końcu opiszę moje zmagania z areną. Zrobienie jej zajęło mi ponad miesiąc. Trwało to tyle nie tylko dlatego, że poświęcałem na to maksymalnie 30 min dziennie, ale również przez błędy, które popełniłem i których naprawienie kosztowało mnie dużo pracy.

Całą arenę wykonałem sam, od projektu po wystrój. Produkt końcowy ma wymiary 46x20x10 cm. Niestety nie mam zdjęć z poszczególnych etapów pracy, bo nie planowałem robić wpisu na ten temat. Przekonała mnie do tego ilość błędów które popełniłem, błędów przed którymi mogę Was ostrzec.

Najpoważniejszą pomyłką był dobór grubości szkła. Zdecydowałem się na 5mm, bo cieńszego nie miał szklarz. Lenistwo…
Jak ciąć nie będę pisał, bo robiłem to pierwszy raz w życiu. Na pewno znajdziecie w Internecie masę poradników. Od siebie dodam tylko, że jeśli robicie to w domu to zadbajcie o porządek. Użyjcie folii malarskiej, dokładnie odkurzcie po pracy.

Pomimo, że podczas cięcia starałem się być bardzo dokładny i wzdłuż wychodziło mi prosto, to w poprzek (po grubości) wychodziły mi fale. Potem próbowałem to zeszlifować papierem i osełką. Straciłem na to mnóstwo czasu i nie osiągnąłem zamierzonego efektu. Do zrobienia otworów użyłem diamentowej otwornicy. Zbyt mocno cisnąłem i przy końcu wiercenia odpryskiwało.

       

Starałem się skleić boki tak, żeby nie było żadnych szczelin pomiędzy krawędziami a rantem. Niestety szkło było zbyt nierówne. Żeby to naprawić nakleiłem na krawędź aluminiowy profil. Wypoziomowałem go podkładkami i podocinałem tak, żeby nie było żadnych szczelin na stykach. Profil był szerszy od szkła, dlatego docisnąłem go od wewnątrz, a od zewnątrz szczelinę wypełniłem silikonem.

       

Całość jest spasowana bardzo dokładnie, bez szczelin, dzięki czemu mam pewność, że żadna robotnica się nie przeciśnie. Rant zrobiłem z pleksi grubości 5mm. Wybrałem taką grubą, żeby mieć pewność, że nie będzie się odkształcać. Podkleiłem małe oporniki, żeby się przypadkiem nie przesunął.

   

Oczywiście wcześniej zrobiłem rant ze szkła, ale o efektach wstyd pisać. Gdybym miał robić to wszystko jeszcze raz to:
-wybrałbym szkło grubości 3mm
-cięcie i szlifowanie zleciłbym profesjonaliście
-wiercenie i klejenie zrobiłbym sam
-rant zrobiłbym od razu z pleksi
 
Po doświadczeniach ze szkłem wystrój to była już czysta przyjemność. Wylewka z gipsu, klej Vicol, lawa, pumeks, korzenie.


                   
Odpowiedz
Podziękowanie od:
#26
Myśląc ciągle nad tym, jak udoskonalić gniazdo drewniane tak, żeby wyeliminować problem pęcznienia i gnicia drewna wpadłem na pomysł specyficznego gniazda łączącego dwa materiały.
W Internecie można znaleźć tego typu gniazda, które łączą dwa kawałki gipsu i drewna. Mój pomysł odbiega jednak od tego standardu…
 
KONCEPCJA
Beton komórkowy oprócz medium do rozprowadzania wilgoci miał stanowić również ramę dla całego gniazda. Początkowo zakładałem, że nie będzie w nim miejsca do bytowania dla mrówek. Po przemyśleniach postanowiłem jednak dodać kilka komór.
 
OBRÓBKA BETONU
Wyciąłem piłką blok betonu komórkowego o wymiarach 200x160x50mm. Potem uciąłem plaster około 30mm, żeby po oszlifowaniu uzyskać 25mm grubości. Po naszkicowaniu elementów gniazda przewierciłem wkrętarką otwory, przez które mogłem wprowadzić cienki brzeszczot i wyciąć okno. Przewierciłem też komory.
Potem całość wyprofilowałem pilnikami i wygładziłem papierem ściernym. Dodatkowo zrobiłem zagłębienie na szybkę. Uważam, że schowane szybki wyglądają estetyczniej. Połączyłem wszystkie komory schowanymi otworami i zrobiłem dwa wejścia do gniazda.
Na szczycie zrobiłem zagłębienie do nawadniania z pojedynczym głębszym kanałem, który sięgał aż do boku pierwszej komory.

                                   
 
DLACZEGO WAŁKI?
Osobiście uważam, że w drewnianych gniazdach największe wyzwanie stanowi fakt, że drewno pracuje. Pęcznieje, paczy się i pęka. Samo pęcznienie spowodowane jest właściwościami sorbcyjnymi drewna i gdyby odbywało się równomiernie, nie było by aż takiego problem.
Paczenie się i pękanie natomiast wynika z anizotropii skurczu drewna. W uproszczeniu chodzi o to, że drewno zmienia swoje wymiary nieproporcjonalnie względem trzech kierunków. Najbardziej w kierunku stycznym do włókien, w kierunku promieniowym trochę mniej, a najmniej wzdłuż włókien.
Dlatego drewniany wałek umieszczony prostopadle do szybek nie powinien ich rozsadzić podczas nabierania wilgoci. Dodatkowo wydrążenie go w środku zniweluje możliwość pęknięć i zmniejszy naprężenia.
 
OBRÓBKA DREWNA
Ze względu na łatwość obróbki znowu zdecydowałem się na balsę. Zaopatrzyłem się w dwa „patyki” metrowej długości: jeden o średnicy 10mm, a drugi 12mm.
Naciąłem sobie wałeczki tak, żeby weszły pomiędzy pleksi z minimalnym luzem. Każdy wałeczek przewierciłem ręcznie, trzymając w ręku wiertło. Warto założyć do tego rękawiczki ochronne, ponieważ krawędzie wierteł do drewna są ostre i można sobie pociąć palce. Najpierw rozwiercałem mniejszym wiertłem, a dopiero potem większym, ponieważ przy wierceniu od razu dużym wiertłem wałeczki rozłupywały się.
Ale te rozłupane też się przydały. Użyłem ich, żeby wypełnić nimi mniejsze przestrzenie. Dodatkowo jeszcze porobiłem otwory i wcięcia, żeby mrówki mogły się przemieszczać. Zrobiłem tak tylko na kilku dolnych warstwach, żeby było swobodne przejście z otworu wejściowego do komór betonowych.
 
       

WYKOŃCZENIE
Podczas wykańczania gniazda postanowiłem zamocować na stałe konektory, żeby beton nie kruszył się przy wejściowych otworach podczas manipulacji. Na wewnętrzną końcówkę wężyka nakleiłem fragment wężyka o większej średnicy. Zapobiegnie to przypadkowym wysunięciom wężyka z gniazda. Na zewnętrzy koniec nasunąłem złączkę.
Gniazdo zamknąłem z obu stron pleksi o grubości 2mm. Żeby wszystko ładnie się spasowało najpierw wyciąłem i dopasowałem szlifowaniem pleksi do zagłębień. Potem wywierciłem na wylot otwory w betonie . Jeden z nich trochę przesunąłem, żeby nie wwiercić się do komory nawadniającej. Przymierzyłem pleksi, odrysowałem miejsca otworów i każdą przewierciłem z osobna. Całość skręciłem sześcioma śrubami.

                       
 
UŻYTKOWANIE
Mrówki przeprowadziły się z niewielką pomocą w ciągu 2 dni. Mam wrażenie, że mała robotnica przecisnęła się do jednej z drewnianych komór i utknęła. Szybko zdechła, ale reszta kolonii opanowała potrzebną im część gniazda i nie zapuszczają się dalej. Na początku większość mrówek siedziała w dolnej, suchej części. Natomiast na czas zimowania prawie wszystkie przeniosły się w najbardziej wilgotne części gniazda.
Trzymiesięcznego zimowania nie przeżyło kilkanaście robotnic. Jak na razie spoczywają one w dolnych komorach betonowych. Jak na beton przystało gniazdo szybko traci wilgoć. W lodówce nawadniałem je co dwa, trzy dni w obawie o kondycję kolonii.

                           
 
PODSUMOWANIE
Mogłem zrobić większą komorę nawadniającą i ewentualnie pomalować gniazdo, żeby dłużej trzymało wilgoć, ale częste nawadnianie nie jest dla mnie problemem.
Bałem się o stabilność, bo gniazdo jest bardzo cienkie. Myślałem nad zrobieniem jakiejś podstawki, albo podpór, ale na razie mam bardzo krótki wężyk łączący z areną. Jego sztywność pozwala z powodzeniem utrzymać pion.
Widoczność jest przeciętna ze względu na głębokość komór. Mrówki nie są w stanie się zakopać i to jest plus. Na początku widziałem królową i potomstwo. Natomiast od wyjęcia z lodówki mrówki wciąż znajdują się w zwarciu i niestety nie byłem w stanie dostrzec królowej. Ale nie widziałem jej również na cmentarzu, więc na razie się nie martwię.
Uważam, że gniazdo prezentuje się bardzo ładnie. Beton z balsą wyglądają spójnie, nie gryzą się. Nieszablonowe wykorzystanie drewna nadaje mu uroku i przyciąga wzrok przechodniów ?.


       
Odpowiedz
Podziękowanie od:


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Szczelność gniazda - Messor barbarus Matt 7 2,163 02 Mar 2020, 01:23
Ostatni post: Revan
  Wymiary gniazda wujo 2 1,614 05 Kwi 2019, 19:06
Ostatni post: wujo
  Budowa gniazda dla Tetramorium sp. STROUX 1 1,703 18 Lut 2019, 22:03
Ostatni post: korek

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

1 gości