#1
Cześć,

Napisałem podobny post zbierając sztuczki różnych hodowców na różnych grupach na FB natomiast na forum post utrzyma się znacznie dłużej i łatwiej będzie go wyszukać. 

Jakiś czas temu zacząłem sobie i mrówkom ułatwiać życie "protipami" i pragnę się z nimi podzielić, a nuż komuś się przyda. 

1) Usuwanie drobnego brudu pędzelkiem - kiedyś męczyłem się wyciągając resztki pęsetą natomiast teraz używam szerokiego pędzelka i jest dużo wygodniej. Resztki po muszkach i innych zabrudzeniach przyklejają się do pędzla i zbieram po kilka/kilkanaście sztuk. Tak  samo z odnóżami karaczanów itd. Im szerszy tym lepszy. Przy roznoszeniu talku na krawędziach świetnie nadaje się kobiecy pędzel do pudru. 
[Obrazek: i-golden-rose-pedzel-do-podkladu.jpg]
2) Jako poidełko używam leżącego na boku Eppendorfa (plastikowa otwierana probówka z zamknięciem). Ktoś wstawiał zdjęcie, że zatyczkę dodatkowo używa jako miodziarki. Dobrze w środek wsadzić sączek (jakiś rodzaj materiału) aby była większą wilgotna powierzchnia. 
[Obrazek: 91918222_3643191945722834_50595722818654...e=6043D7A0]
3) Połączenie probówki z wężykiem  - jedni zatykają watą, jeszcze inni plasteliną, niekiedy pojawiają się inne patenty - ja natomiast używam najzwyklejszej gumki recepturki. Owijam wężyk gumką parę razy przez co wężyk wchodzi do probówki bez nieszczelnością co zapobiega przed ucieczką (niektóre gatunki zapewne się przegryzą)
4) Karmidełko do probówki  - zmęczyły mnie sreberka więc teraz robię podajniki na pokarm ze strzykawek. Patent znaleziony na jednej z grup - strzykawkę od strony igły (oczywiście bez igły) obcinam jakoś na wysokości 1cm, przecinam na pół i obcinam dzióbek. Dobrze jest jeszcze czymś gorącym przypalić końcówkę, dzięki czemu łatwiej się chwyta pęsetą natomiast nie jest to konieczne.
[Obrazek: 91661084_3643192069056155_40386842266257...e=604626A1]
5)  podłączenia aren/przyłącza węży - rewelacyjnie sprawdza się DŁAWNICA, którą jeszcze do niedawna można było dostać w każdym budowlanym (koszt ok. 1-2zł), a teraz najłatwiej dostać przez internet. Łatwo dostępne warianty 10mm/8mm do wężyków łączących część gniazdową z arenami - wystarczy dokręcić od strony areny i macie pewność, że mrówki nie będą gryzły końcówki wężyka, ani nie przecisną się pod nim.
[Obrazek: 92099095_3643192105722818_58303072383291...e=6046B3A3]
6) podkładki pod formikarium/arenę - hodując F. Sanguinea zaobserwowałem, że większość mrówek to straszne panikary, a bierze się to np z drgań powstałych od ziemi. Pod arenami i gniazdami podklejam podkładki filcowe, które najczęściej używane są pod nogi krzeseł lub stołów powodując, że wibracje oddziałujące na część gniazdową są znacznie mniejsze, a co za tym idzie mrówki znacznie mniej się stresują.
[Obrazek: 92332423_3643192209056141_91994908504579...e=6046B923]
7) Strzykawka 20 ml idealnie nadaje się jako łącznik do probówek 16 mm średnicy wewnętrznej (18 mm zewnętrzna). Wystarczy wyjąć tłok odciąć końcówkę na której montuje się igłę i gotowe.
Jeżeli również posiadacie jakieś fajne patenty, które ułatwiają życie to zostawcie poniżej. Chętnie sobie przywłaszczę
Odpowiedz
Podziękowanie od:dana (19 Lut 2021 21:12)
#2
Ze strzykawką ciekawe, faktycznie może się sprawdzić. Ogólnie ostatnio sam miałem problem z karmieniem w probówce (szczególnie jednej kolonii). W tej kwestii sprawdzają się także blistry po lekach, szczególnie te małe (dla małych mrówek). Witamina D ma małe blistry, albo jakieś leki na tarczyce, ogólnie zawsze w domu coś tam się przewija więc warto rzucić okiem.
Po prostu wycinamy sobie tak, aby z przodu "dołeczka" był lekki zapas i zaginamy w dół (robi za schody/rant), a z drugiej strony uchwyt dla pęsety (można w razie czego wyginać i kombinować aby było wygodniej chwytać pęsetą). Do środka dajemy płynny pokarm. Dzięki temu nic się nie rozlewa i łatwiej to sprzątać.

Mała uwaga. Trafiła mi się kolonia wyjątkowo lebiegowatych lasiusów, które bez przerwy topiły się w jedzeniu. Po prostu ciągle łażą po górnej ściance probówki, często tracą przyczepność i wpadają do jedzenia. Kombinowałem na różne sposoby i sprawdził się powyższy patent z dwoma usprawnieniami:
- docinamy niewielki kawałek z blistra, lekko zginamy i wkładamy w dołek tak, aby mrówki miały do niego zejście (w miarę jak zaczną wyjadać pokarm)
- docinamy kolejny kawałek z blistra i zakrywamy dołek tak w połowie, albo nieco więcej. Pokarm zwykle jest klejący więc ten kawałek nie będzie się przesuwał.

Dzięki temu nawet jak spadną z góry to nic im nie będzie, może lekko się skleją z odsłoniętą częścią ale bez problemu się wyliżą. Po takim zabiegu nie miałem żadnego przypadku z utopieniem w jedzeniu.

Przy większych gatunkach, jak Campo, to raczej się nie sprawdzi, szczególnie w przypadku królowych. One są silne i nie tolerują jakiś nowych rzeczy w gnieździe, jak tylko zobaczą taki dodatek to od razu go atakują i wywalają całe jedzenie. Tutaj trzeba ogarnąć coś cięższego.
Odpowiedz
Podziękowanie od:kandarpl (21 Lut 2021 11:12)
#3
Dzisiaj zacząłem testować jeszcze jeden wariant z karmieniem w probówce. Tu jest to tyle niewygodnie, że albo podajemy jedzenie wprost na szkło/plastik (i potem trudniej wysprzątać, jak kolonia większa bo kręcą się przy wejściu), albo podajemy na czymś i potem przy sprzątaniu szybko to wyciągamy i myjemy (a otwór od probówki zatykamy). Problem w tym, że probówka jak to probówka jest okrągłą i czasami może się nieco obrócić i wszystko w środku będzie latać. Zakładając że mamy standardową probówkę 16mm (średnica) bierzemy wężyk, który będzie do niej wchodził (nie podaję dokładnie jaki bo może być różnie, zależnie od grubości ścianki wężyka). Docinamy go ile tam nam potrzeba na jedzenie (3-4cm czy więcej). Potem w przedniej części odcinamy nieco góry (będzie łatwiej jedzenie nakładać), a tylna część (pierścień) będzie robił za wyciąganie. Jak wężyk jest znacznie mniejszy od probówki to można łapać za tył pęsetą, a jak całość wchodzi dość ciasno to bierzemy coś z łepkiem, wtykamy do środka wężyka i wyciągamy za pierścień, ja robię to nieco większym gwoździem. Dałem dodatkowo w ten tylny pierścień jeszcze jeden pierścień (o tej samej szerokości) docięty z tego samego wężyka, tylko odciąłem kawałek aby nieco luźniej wszedł, bo jak damy pełny to zewnętrzny pierścień się nieco rozepcha i całość będzie ciężej w probówce chodzić. Ma on na celu uszczelnienie tyłu aby jadło się nie przelewało jak probówkę będzie lekko pod kątem. Nie wybadałem jeszcze czy coś to daje czy nie, jak będzie przeciekać to z tyłu można go czymś podkleić.
Zastanawiam się jeszcze czy z przodu wężyka lekko nie nawiercić jakiś otworków, aby jedzenie bardziej w nie wpadało. Wężyk ma 1.5mm grubości więc jest jeszcze pole manewru. Teraz jest o tyle wygodnie, że jak probówka mi się lekko przechyli to płynne jedzenie i tak zostaje w wężyku. No i łatwo to wyjąć, umyć i włożyć z powrotem. Jedyny problem jaki w tej chwili dostrzegam to przezroczystość wężyka - słabo widać ile jedzenia w nim pozostało. Mogę go podkleić od spodu jakąś kolorową taśmą, no albo podawać bardziej zabarwiony pokarm.
Odpowiedz
Podziękowanie od:
#4
Spirit - patent z wężykiem jest dosyć dobry ale problem taki, że jak bierzesz probówkę do góry albo krzywo leży to się wylewa miód z którejś strony na probówkę i robi się bałagan. Dobrym sposobem jest zaklejenie jednej ścianki np silikonem akwariowym lub klejem na gorąco, natomiast w celu wyjęcia proponuję wbić małą szpileczkę (zagiętą) lub małą pinezkę. Dzięki temu chwytanie pęsetą jest znacznie prostsze.
Odpowiedz
Podziękowanie od:
#5
Tak, może się rozlać jak weźmiemy probówkę na lewo/prawo pod kątem, dlatego zrobiłem ten dodatkowy pierścień (zawsze staram się ją trzymać skierowaną lekko ku górze w jedną stronę), ale nie wiem czy tam też nie przecieknie bo przez jego częściowe odcięcie on tak ciasno nie wlazł w wężyk. Po prostu nie chciało mi się nic kleić, zawsze lepiej jakiś rant wkleić z jednej strony (nawet z wężyka 1,5mm, w sumie tyle wystarczy). Z drugiej strony osobiście niczego już nie doklejam bo używam tego u flavusów, a w tej chwili mam nantici i sama grubość węża jest dla nich i tak sporym wyzwaniem. Ewentualnie postaram się wewnątrz jakoś delikatnie wykonać wgłębienia aby pokarm w nich zalegał a nie się rozlewał w lewo/prawo.
A jeśli chodzi o obracanie probówki (oczywiście w pewnym zakresie) to nie problem, bo pokarm lekko poleje się na ścianki wężyka, a potem jak ustawimy probówkę w normalnej postaci to spłynie na środek. Pinezka faktycznie może robić za chwytak, pod warunkiem że pęsetą damy radę to pewnie chwytać. Patent z gwoździem sprawdza się idealnie, nawet jak za bardzo wepchniemy całość wgłąb probówki i się nieco zaklinuje, nie ma problemu z wyjęciem (probówki plastikowe przeważnie zwężają się w jedną stronę).
Ogólnie to będę kombinował z tym rozwiązaniem bo wężyk idealnie leży w probówce, w przeciwieństwie do np. wyciętych blistrów po lekach, itp. wynalazkach. Po prostu mrówki od razu nacinają się na wężyk i próbują się na niego wspiąć, a w pozostałych rozwiązaniach jak źle coś wygniemy to będą wchodzić pod jedzenieSmile Reszta zależy już od wielkości robotnic, przy większych robo można po prostu z przodu i z tyłu dać po pierścieniu (dla uszczelnienia), a wycięcie do nakładania zrobić bardziej na środku wężyka. Wtedy mrówki po prostu właziłyby do pierścienia i z niego sięgały niżej po pokarm.

Najwygodniej byłoby podpiąć jak najszybciej jakąś mini-arenę, nawet zwykły okrągły pojemniczek po śledziach czy moczbox, i tam dawać jadło, wtedy mniejsze ryzyko utopienia bo nie kręcą się bezpośrednio nad jedzeniem, jak w przypadku górnej ścianki probówki. Ale przy małych koloniach to mrówki ledwo co widać w probówce, a co dopiero na arenie. Niektóre są bardzo oporne i nie ruszają się na odległość kilku centymetrów.


Jeszcze jedna mała wskazówka, bo akurat ostatnio mi się to przytrafiło. Dostałem kolonię flavusów w malutkiej probówce, gdzie czop z waty po stronie wody był mały. Nie ruszałem bo woda była, a one do przeprowadzki nigdy nie są skore, o czym dalej. Niestety po jakimś czasie wgryzły się w watę i lekko rozszczelniły całość. Woda się nie rozlała, ale przeciekła na tyle, że je podtopiła/posklejała. Mrówki zamiast przejść w kierunku suchszego wejścia, wolały dalej siedzieć w tym bagnie. Zauważyłem to dopiero na drugi dzień, wszystkie robo były bez ruchu, królowa ledwo dychała. Zgarnąłem ją jakoś patyczkiem od waty, wytarłem i przeniosłem do nowego lokum. Z resztą wcale tak łatwo nie było bo to drobnica, więc po prostu na siłę wszystko wytrzepałem na ręcznik papierowy. W tym momencie oclała się tylko jedna robotnica i trafiła do królowej, reszta nie dawała oznak życia (zero ruchu). Zdenerwował mnie taki obrót spraw i zająłem się czym innym. Po jakiś 30min do 1h wróciłem to wszystko wysprzątać i zauważyłem, że niektóre robotnice wykazują oznaki życia. Zgarnąłem całość i ulokowałem razem z królową. Po kolejnej godzinie wszystkie mrówki jakoś "ozdrowiały", co mnie zdziwiło, ale i ucieszyło. Ogólnie piszę to dla reszty z dwóch powodów:
- jak widzimy, że z nawadnianiem jest kiepsko (szczególnie w probówkach) to nie ma się co zastanawiać, tylko trzeba przenosić. Jak mrówki nie chcą, to trzeba to zrobić mechanicznie, po prostu wytrząsać je stopniowo i delikatnie przenosić w nowe miejsce.
- jak nam się zaleją/podtopią to delikatnie zbieramy z nich wodę (patyczkami od uszów/papierkami) i zostawiamy na jakiś czas. Mrówki mają niezłą zdolność na przetrwanie podtopień i nie wykluczone, że one wciąż mają się dobrze, ale potrzeba czasu aby do siebie doszły.
U mnie tylko przez przypadek nie wywaliłem całej gromady do kosza, myśląc że padły. Nigdy wcześniej nie maiłem takiej sytuacji, dlatego warto się tym z wami podzielić.

Widząc to zdjęcie eppendorfa w 1 poście przypomniał mi się jeszcze jeden wariant z podawaniem jedzenia właśnie przy jego użyciu. Jak mamy probówkę 16mm z jakąś zatyczką (np. plastikowym korkiem), to robimy w nim otwór tak, aby ten eppendorf wlazł w niego na wcisk. W zależności ile mamy miejsca w probówce tyle wciskamy, można nawet wcisnąć tylko tyle ile potrzeba aby się trzymało. Robimy w tym eppendorfie jakiś otworek (od strony wnętrza probówki) aby mrówki mogły do niego wejść (raczej nieco wyżej, aby dolna część nie miała żadnych dziur co zapewni nierozlewanie jedzenia). Jedzenie można podawać po prostu poprzez otwarcie eppendorfa. W razie czego można go wyjąć z korka i umyć, a otwór chwilowo czymś zaślepić. Jak mamy więcej korków to można wyjąć cały korek (razem z ependorfem) i sobie umyć, a otwór zatkać właśnie całym korkiem. To się sprawdza już przy większych koloniach, które penetrują większą przestrzeń, i bez problemu zlokalizują sobie wejściowy otwór w eppendorfie. O tyle wygodne, że tutaj nic nam się nie będzie rozlewać, czy to przy przechylaniu czy obracaniu probówki (no chyba że przez ten niewielki otwór wlotowy). To mi się sprawdza też u Campo, bo nie są w stanie tego przesuwać.

Ogólnie hodując mrówki warto sobie kupić kilka rodzajów probówek/eppendorfów (w większej ilości, bo to i tak grosze) i wężyków z różnymi średnicami. Taki zestaw pozwala na swobodne kombinowanie i wymyślanie różnych wariantów gniazda, szczególnie dla kroku pierwszego.
Odpowiedz
Podziękowanie od:
#6
Przy małych gatunkach takich jak flavus odkryłem patent w probówce, który sprawdza się wyjątkowo dobrze i zapobiega takim podtopieniom.

Rozwiązanie wygląda w ten sposób, że normalnie robisz probówkę. Nalewasz wodę, watę itd (standardowa procedura), a dodatkowo patyczkiem do uszu robisz dosyć długi ślad z gipsu 3-5 cm w zależności od probówki (najlepiej dentystyczny bo lepiej wygląda) o szerokości 0,5cm i obsypujesz to piaskiem kwarcowym przed wyschnięciem. Dzięki takiemu rozwiązaniu nawet przy podtopieniu gips weźmie na siebie większość wilgoci, a mrówki będą mogły spokojnie uratować się chodząc po piasku. Jeżeli ślad z gipsu jest u dołu probówki to w żaden sposób nie utrudnia obserwacji. Fajne jest to, że jeśli masz czarne mrówki możesz kontrastować białym piaskiem, a mając żółte, białe itd możesz kontrastować ciemnymi kolorami dla lepszej widoczności podopiecznych.

Ważne aby gips od waty był w odległości 1-2 mm żeby ciągle nie brał na siebie wilgoci.

Z racji, że lubię mieć korkowe komory w probówkach bo widać większy mrówczy komfort np. przy podawaniu pokarmu robię przy nakładaniu gipsu małą przerwę, zasypuje piaskiem, nadmiar wytrzepuję, wkładam korkową komorę i dalej już dla samych wizualnych wartości kładę jeszcze mały urywek gipsu i ponawiam procedurę z piaskiem Smile
Odpowiedz
Podziękowanie od:
#7
O, to z tym gipsem ciekawe, gdzieś na jakimś filmie widziałem właśnie jakąś probówkę z takim paskiem na dole i się zastanawiałem do czego toSmile Osobiście zaczynam kombinować w innym kierunku bo z probówkami są ciągłe problemy:
- problem z dolewaniem
- problem z psuciem się waty (dziwna sprawa, czasami mam tak, że w tym samym czasie robię kilka probówek, i część z nich po paru dniach ma od cholery pleśni, a niektóre potrafią aż do końca wody być czyste)
- problem z przelaniem
- problem z przeprowadzką jak woda się skończy
- zależnie jak i co upchamy w probówce może to być zbyt mokre albo zbyt suche, jak mrówki w środku to nie ma jak poprawiać.

Bardziej skłaniam się ku jakimś małym pojemniczkom/słoiczkom z otworem i siatką, gdzie woda będzie dolewana/uzupełniana od spodu. Wtedy wilgotną powierzchnię można zrobić większą, i ogólnie daje to większe możliwości. Będę to testował w tym roku bo ciekawi mnie jak będzie wyglądało parowanie w chłodniejsze i cieplejsze dni, i ogólnie które strefy mrówki będą bardziej preferowały.

Coś w tym stylu:
https://www.youtube.com/watch?v=9sc0Kn32H04&feature=youtu.be&t=389
Odpowiedz
Podziękowanie od:
#8
Posiadam z alliexpress podobne probówki z możliwością ciągłego dolewania wody.

[Obrazek: HTB1bYkbxnqWBKNjSZFAq6ynSpXaH.jpg]

W przypadku psucia się waty proponuję zawsze wcześniej przegotować i wystudzić wodę dzięki czemu unikamy pleśni/grzybów - no chyba, że mrówki same tak zaśmiecą ale taki już urok i nic się z tym nie zrobi.

Podobne probówki same z siebie wykluczają parę punktów, które wymieniłeś Tongue
Odpowiedz
Podziękowanie od:


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Gatunki mrówek trudnych w hodowli korek 5 1,664 07 Gru 2019, 12:21
Ostatni post: BartTP

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

1 gości